VBAC, czyli poród naturalny po cięciu cesarskim

13:30 TosiowaMama 0 Comments

Follow my blog with Bloglovin

   W 2013 roku zaszłam w pierwszą ciążę. Jasne dla mnie było, że urodzę naturalnie. Bardzo tego chciałam i nie dopuszczałam do siebie możliwości, że coś może pójść nie tak. Wszystko zaczęło się książkowo. 40 tydzień, z bólami trafiam do szpitala. Po kilku godzinach na patologii ciąży trafiłam na porodówkę. Rozwarcie było, skurcze były, słuchałam uważnie co mówią do mnie położne. Pomimo ogromnych starań nic się nie działo. Po jakimś czasie zaczęło się wahać tętno płodu. Lekarz tylko spojrzał na położne i stwierdza - cesarka. 


    Nie pamiętam dokładnie co wtedy mówiłam, ale ból był okropny i zgodziłabym się chyba na wszystko. Jedynym pragnieniem było to, żeby się już skończyło. Po wybudzeniu pokazali mi na chwilę synka, ale to też pamiętam jak przez mgłę. Długo dochodziłam po znieczuleniu do siebie. Urodziłam 16 listopada o 20:10 klocuszka 55 cm o wadze 4150g, w sumie to dziecko zostało ze mnie wyciągnięte (źle to brzmi).
    Rano pierwsze wstawanie. Niewyobrażalny ból, ale tylko za pierwszym razem, potem z każdym następnym coraz mniejszy. Psychicznie nie byłam przygotowana na taki przebieg porodu i długo to przeżywałam, ale fizycznie goiło się jak na przysłowiowym psie. Rano przywieźli mi też do sali dziecko. Tak naprawdę dopiero wtedy mogłam się nim nacieszyć. Na szczęście nie miałam problemu z laktacją po cesarce, więc potem szło już gładko. O bólu zapomniałam szybko, a moja mama się śmieje, że po kilku tygodniach już mówiłam o kolejnym potomku ;)


    W lipcu 2016 roku zaszłam w kolejną ciążę. Strasznie się bałam rozejścia blizny i powtórki w postaci cesarki. Wszystko jednak przebiegało pomyślnie. W szpitalu w 40 tygodniu trafiłam na świetnego lekarza. Chciałam znów spróbować rodzić naturalnie. Nie było przeciwwskazań, ponieważ poprzednim razem dziecko było za duże na moje gabaryty. Personel bardzo mnie wspierał. Przez to, że byłam po cesarskim cięciu musiałam być monitorowana od 40 tygodnia. Niedługo jednak leżałam na patologii. Miałam wyznaczony maksymalny termin, do którego mogą poczekać z wykonaniem kolejnego cięcia. Wspomnę jeszcze, że od kilku dni miałam bardzo silne skurcze przepowiadające. Za każdym razem myślałam, że to już. Zupełnie inaczej niż w pierwszej ciąży.
    Gdy 3 maja o godzinie 22 zaczęły mi się TE skurcze, to nadal wydawało mi się, że to fałszywy alarm. O 23 nie mogłam jednak wytrzymać i poszłam na badanie. Rozwarcie już było duże, więc hop na porodówkę. Telefon do męża i akcja! Byłam dobrej myśli, w końcu znów natura zadecydowała sama, że to ma być dziś. Gdzieś jednak tkwił strach o powikłaniach, który trochę mnie blokował. Poszło dosyć szybko.
    4 maja, 49 minut po północy urodziłam siłami natury córeczkę, miała 54 cm i wagę 3780 g (na USG wychodziło lekarzowi 3500). Dzidzia od razu położona na brzuch, mąż przeciął pępowinę. Niesamowita chwila! Byłam taka szczęśliwa i dumna, że dałam radę! Bez problemu malutka ssała. Nic nie miało wtedy znaczenia na sali oprócz naszej trójki.

    Lęk był niepotrzebny. Jeśli jesteś zdeterminowana i nie ma przeciwwskazań polecam ten sposób. Wiem, że wiele kobiet zastanawia się jak urodzić. Przyznam, że po drugim porodzie najbardziej uciążliwe było to, że nie mogłam siadać. Po 10 dniach już doszłam do siebie. Po nacięciu krocza ładnie się wszystko goiło. Jednak uczucie dumy zostanie ze mną do końca życia. Nie poddałam się i Ty też dasz radę. Jeżeli Twój lekarz nie ma nic przeciwko to nie wybieraj cesarki. Te pierwsze chwile, pierwszy oddech dziecka, pierwsze karmienie...coś cudownego. Życzę żeby każda matka mogła tego doświadczyć, bo moim zdaniem naprawdę warto.
    Na pewno jest różnica w tym, że ja byłam pod narkozą przy cesarskim cięciu, a zazwyczaj kobiety są świadome co się dzieje. Pomimo tego wiem, że zrobiłam wszystko żeby wydać ją na świat własnymi siłami. Często zdarza się, że nie możemy rodzić w ten sposób, a cesarskie cięcie to jedyne wyjście na ratowanie dziecka. Wtedy też robimy wszystko co możemy. Więc nie można porównywać tych dwóch porodów pod względem tego, który jest ważniejszy. Wiele matek nie ma wyboru,a ocalenie życia dziecka jest priorytetem. Ja bym nie ryzykowała powikłań upierając się do porodu naturalnego. Mając jednak ten wybór nie wybrałabym cesarki. Bardzo dużo kobiet i lekarzy pytało mnie, który sposób jest (według mnie) lepszy. Mam nadzieję, że tym wpisem dałam Wam odpowiedź.

0 komentarze: