O tym jak chłopiec stał się mężczyzną

15:41 TosiowaMama 6 Comments

Godzina 10:00. Siadam na kanapie i oglądam pobieżnie leżące na stercie obok gazety. Najnowsze trendy krzyczą do mnie z każdej strony. Mija 15 minut. Podnoszę wzrok i go nie poznaję. Ta krótka chwila wystarczyła, żeby mój syn z chłopca stał się małym mężczyzną. Patrzył na mnie ze swoim łobuzerskim uśmiechem na twarzy. Nie potrafiłam ukryć zaskoczenia.

Byliśmy u fryzjera. Niby nic. Zwykłe podcięcie włosków. Czy naprawdę to go tak zmieniło? Nie. Zmieniło się za to moje postrzeganie. Aniołek z włoskami zakręcającymi się do uszu już nie rozbraja grzywką ułożoną niesfornie tuż nad oczami. Mój ukochany, malutki słodziutki chłopczyk przeszedł ogromną metamorfozę. 

Patrzyłam na niego chwilę i dopiero TO dostrzegłam. Coraz bardziej staje się samodzielny. Rozróżnia już wszystkie drukowane litery alfabetu. Zje obiad sam łyżką lub widelcem. Nie muszę już latać z nosem w pampersie czyhając na niespodziankę, ponieważ podchodzi i sam mnie o tym informuje. Dzieli się ze mną chrupkami, a popołudniu zajmuje na dłuższą chwilę swoimi sprawami, nie zawracając mi głowy. Nie potrzebuje mnie na każdym kroku jak jeszcze nie tak dawno temu. Skończyło się długie usypianie wieczorami. Buziaczek, utulenie i na tym się kończy moja rola. Wychodzę z pokoju podczas, gdy Tosiek zapada w objęcia snu. Nie skończył 2 lat, a tyle się zdążył nauczyć. Ciężko pogodzić się z myślą, że tak szybko rośnie. Pewnie nie zdążę klasnąć w dłonie, a stanie się młodzieńcem przyprowadzającym do domu koleżanki. 

Rozpiera mnie duma, bo wiem, że większość tych umiejętności wynosi z domu. Każdy postęp czyni mnie niezmiernie szczęśliwą. Kto by się nie cieszył, że może zrobić tyle dobrego, ucząc dziecka chociażby słów "przepraszam, proszę, dziękuję". Wiem, że to wszystko w przyszłości zaowocuje. Mam nadzieję, że cała miłość jaką przelewam na syna nauczy go kochać i dzielić się tymi pięknymi uczuciami z innymi. Że kiedyś on założy rodzinę i będzie równie postępował ze swoimi dziećmi. 

6 komentarzy:

  1. Wiesz co, my też byliśmy niedawno u fryzjera i metamorfoza również dotyczy mojego synka :-).

    OdpowiedzUsuń
  2. Tosiowa Mamo super blog. Wczoraj Was odkryłam i jestem zauroczona. Znalazłam na Twoim blogu krem do muffinów. Chciałabym się Ciebie tylko spytać o jedną rzecz. Roztrzepujesz białka widelcem, wsypujesz cukier i ubijasz, aż cukier się rozpuści. Ale możesz napisać czym ubijasz? Widelcem, trzepaczką czy mikserem? Dziękuję za odpowiedź. Będę zaglądała do Was regularnie. Pozdrawiam Was serdecznie.
    Sylwia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mi bardzo miło, że Ci się u nas spodobało :)
      Co do kremu to na początku wszystko rozstrzepujesz widelcem, tak samo widelcem ubijasz do momentu, w którym cukier się rozpuści. Jak już zdejmiesz miskę z nad gorącej pary, wtedy wkracza mikser.
      Zapraszamy częściej! :)

      Usuń
    2. Dzięki i pozdrawiam.
      Sylwia

      Usuń
  3. U nas intensywnie przechodzimy bunt dwulatki :)
    Nie dość, że charakterek po mamie, to dodatkowo uparta po tacie :)
    Ale widzę, jak moja córka dorasta. Czasami jak się bawi wyprasza mnie z pokoju ;)
    Ale cieszę się z tego, że staje się samodzielna. Bo wiem, że gdy mnie potrzebuje od razu przybiega :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Brawo:-) sukcesy dzieci są sukcesami rodziców:-)
    A co do wizyty u fryzjera to uważam, że zmienia ona buzię diametralnie. U nas wyjście do fryzjera to zawsze męska sprawa, ja zostaję w domu. Wychodzi chłopiec,a wraca mały mężczyzna :-)

    OdpowiedzUsuń