Truskodzianki - jagodzianki inaczej ;)

12:12 TosiowaMama 1 Comments

W końcu zaczęły się u nas upały. Lato wróciło! Sezon jagodowy też się rozpoczął, więc pora na pieczenie jagodzianek. Na samą myśl ochota mnie naszła :) Spakowałam Tośka do wózka i wyruszyliśmy na poszukiwania. Niestety pech chciał, że jeszcze nie mogłam znaleźć stoiska z jagodami, a że były truskawki to kupiłam. Jak się nie ma co się chce... Z resztą truskawki zaraz znikną, więc trzeba je odpowiednio pożegnać do następnego sezonu. Dziś mam dla Was przepis na pyszne jagodzianki! Tfu, truskodzianki! Niestety nie bardzo lubię się z ciastem drożdżowym dlatego za każdym razem wyrabiam je w maszynie do pieczenia chleba, o której pisałam tutaj (klik). Moje mechaniczne ręce robią wszystko za mnie. Ciasto robi się jak każde inne, wiec napiszę Wam tylko składniki. Jeżeli chcecie wyrobić w maszynie to wlewacie najpierw produkty ciekłe, a potem wrzucacie sypkie.



Składniki: ( na około 15 truskodzianek )

Ciasto:

- szklanka mleka (250ml)
- 1 jajko
- 1/4 szklanki oleju słonecznikowego
- 500g mąki pszennej (ja dodaję tortowej)
- szczypta soli
- pół szklanki cukru
- 8g cukru waniliowego (którego zazwyczaj zawsze mi brakuje, więc go omijam)
- 7g suchych drożdży 

Nadzienie:

- około kilograma truskawek (nie wiem dokładnie, miałam sporo i wciskałam ile się dało)
- cukier puder do obtoczenia, żeby nadzienie było słodsze i tak się nie paćkało.


Przygotowanie u mnie wygląda tak, że wsypuję składniki do maszyny, ustawiam program, a po 1,5 h wyjmuje pięknie wyrobione i wyrośnięte ciasto :) Jak dla mnie mega ułatwienie, bo jestem pewna, że bez urządzenia nie podjęłabym się zrobienia ciasta drożdżowego.





Jeżeli wasze ciasto kilkukrotnie zostało wyrobione i zostawione do wyrośnięcia to formujecie placuszki, na środek kladziecie truskawki i zaklejanie dokładnie brzegi. Pamiętajcie, że jeżeli zamoczycie brzegi będziecie miały problem z ich sklejeniem. 

                   









Gotowe bułeczki odstawiam na chwilę pod ściereczką, a potem wstawiam do nagrzanego piekarnika do 180 stopni na około 30 minut. Jak dla mnie trzeba pilnować na oko, piekarnik lubi płatać figle. Szczególnie, że jak mój nastawiam na 75 stopni to nagrzewa się do 200! :D



Końcowy efekt rekompensuje wszystkie trudy, a Wasza rodzina na pewno ucieszy się z takiego śniadanka :) Tak więc dziewczyny do roboty! Mąka w dłoń i do dzieła, naprawdę warto! Idealne bułeczki do kawki z rana. W sumie w środek możecie włożyć co tylko chcecie, albo zostawić puste i oblać lukrem. Wszystko zależy od Waszej aktualnej zachcianki, albo tego co macie w kuchni ;) 






A właśnie, dziewczyny ratujcie! Któraś ma sprawdzone sposoby na plamy z kawy na dywanie? Trochę za bardzo się rozpłynęłam z tymi truskodziankami i zapomniałam o stojącej obok filiżance ;)

Czekam też na Wasze zdjęcia i opinie czy wypiek się uda.

Smacznego!


1 komentarz:

  1. Takie bułeczki muszą być smaczne :) a łasuch ze mnie wielki, ślinka już cieknie.

    OdpowiedzUsuń