3800 km z dzieckiem w 10 dni

21:48 TosiowaMama 0 Comments

Da się? Da!

To była bardzo szybka decyzja. Tydzień przed wyjazdem postanowiliśmy, że jedziemy samochodem do Chorwacji. Długo szukaliśmy miejsca, które chcielibyśmy odwiedzić z małym dzieckiem. W ogóle na samym początku braliśmy pod uwagę tylko wyprawę samolotem. Wydawało mi się, że tak będzie szybciej i wygodniej. Może i tak, ale nie żałuję ani jednej chwili z naszej samochodowej wyprawy. 

Siedzieliśmy z mężem na niedzielnym obiedzie u jego rodziców na działce. Teściowie mieli już ustalony wyjazd, a my ciągle szukaliśmy. Przejrzeliśmy chyba wszystkie oferty. Było albo za drogo, albo byliśmy tam nie tak dawno, ciągle coś nie pasowało. W końcu rozłożyliśmy ręcę i postanowiliśmy. Jedziemy z rodzicami. Samochód duży, kierowcy mogliby się zmieniać, a koszty na tyle osób wychodziły minimalne. Jedyne co mnie przerażało to jak taką długą podróż zniesie Tosiek.

Oczywiście ja, wszechwiedząca matka, miałam już ułożony plan, żeby jeździć jak najwięcej w nocy. Przecież dziecko prześpi całą drogę i obędzie się bez problemów. Jakże ja się wtedy pomyliłam. Podróż nocą była dla nas najgorsza. Tosiek ciągle się przebudzał, płakał i wiercił. Nie mógł znaleźć swojej pozycji przez co nikt nawet nie zmróżył oka. Jak było w dzień? Potrafił przejechać za jednym razem nawet 3h, co było naprawdę imponujące. Nie nudził się tak jak myślałam, szczególnie że zanim porozmawiał z każdym oddzielnie już minęła spora część drogi. Zatrzymywaliśmy się na stacjach, gdzie były specjalne kąciki dla dzieci. Ganialiśmy się do oporu, bawiliśmy czym się da, byle tylko jak najbardziej zmęczyć Tośka. Muszę się przyznać, że to wcale nie było dla nas męczące. Każdy potrzebował przystanku na toaletę lub żeby tylko rozprostować nogi. Latanie za maluchem było dla nas wręcz wybawieniem. Dzięki temu, że jechały 4 osoby dorosłe mogłam odpocząć od matczynych obowiązków. Babcia z dziadkiem naprawdę się przydali :) 

Tak minęła nam podróż przez Czechy, Węgry i część Chorwacji. Na Węgrzech zrobiliśmy dodatkowy postój z noclegiem. Nie dalibyśmy rady z Tośkiem kolejny raz. Jazda za dnia była bezpieczniejsza. Na Węgrzech również dopisało nam szczęście. Mieszkaniu niczemu nie brakowało, a 10 minut drogi od niego znajdowało się wielkie jezioro Balaton.

Widzicie tą ławeczkę na środku jeziora? Było tak płytko, ze można było się tam przespacerować nie zanurzając tyłka ;)

Co było dla nas najmilszym zaskoczeniem w miejscu docelowym w Chorwacji? Otóż jak się dowiedziałam dopiero tam, mieszkaliśmy na przepięknym Starym Mieście Trogir. Od portu dzielił nas zaledwie jeden budynek. Lepiej nie mogło nam się przytrafić.

Mówi się, że co drugi samochód w Chorwacji na autostradzie ma polskie numery. Wcale się nie dziwię, bo zakochałam się w tym miejscu. Jest prześlicznie, a to, że większość osób tam jeździ wcale mnie nie odstrasza. Po prostu mają dobry powód na odwiedziny. Kiedyś na pewno tam wrócę ;) 

Mogłabym pisać mnóstwo pozytywnych rzeczy o tym miejscu, ale musicie sami to przeżyć. Dzięki temu wypadowi jestem przepełniona pozytywną energią. Zdjęć jeszcze wszystkich nie zebrałam, ale mam już przedsmak tego, co uzupełnię później:)

Na wyjeździe uzależniłam się od kawy z lodami :)




Uff jak gorąco! Puff jak gorąco!



Uwaga! Skaczę! :D


Co do powrotu do Polski też miło się zaskoczyłam. Wstąpiliśmy na Słowacji do aquaparku Tatralandia. Wspaniałe miejsce dla całej rodziny. Tak mi tam podskoczyła adrenalina na zjeżdzalniach, że do teraz odczuwam wielkie emocje na samą myśl :)

Tak więc jeżeli zastanawiacie się nad wakacjami z maluchem to jedźcie! Nie możecie się ograniczać. Nasz Tonio chyba najlepiej się bawił z nas wszystkich. Zawsze miał kogoś obok siebie do zabawy. Kąpał się w morzu, miał swój pierwszy raz na basenie, jeździł na kucyku, chciał całować "ko ko" w dziób. Nie sposób opisać tego w jednym poście. Jestem bardzo zadowolona, że zaryzykowałam jazdę samochodem tyle kilometrów. Warto! :)

0 komentarze: