Pożyczka na Komunię?

10:54 TosiowaMama 12 Comments

Przyszła wiosna, piękny maj. Na ulicy widać mnóstwo dzieci ubranych na biało. W alby, sukienki lub inne wymyślne kreacje, które ciężko zakwalifikować do jakiejkolwiek kategorii.



"Za moich czasów", co nie było wcale tak dawno, dziewczynki były ubierane w skromne sukienki. Był wybór. Kupić nową albo używaną. Większość jednak decydowała się na używane, bo każdy grosz się liczył. Moja należała do większości. Jak sukienka była już kupiona, pojechałam z mamą na Bazar Różyckiego, gdzie mogłam sama dobrać wianek, rękawiczki i sweterek. Jaka to była radość móc samej wybrać sobie dodatki. Wybór był na prawdę wielki, a taka możliwość rekompensowała dziecku brak nowej sukienki prosto spod igły. Pomimo, że nie miałam wielkich falban czy ogromu koronek to czułam się wyjątkowo. Cała na biało, w lokach przez które nie przespało się dobrze nocy. Chłopcy ubrani byli w garnitury, schludni, eleganccy. Powaga na twarzach, bo wokół przecież tyle oczu zwróconych w naszą stronę. Śpiewanie psalmu albo czytanie to było wtedy naprawdę coś. Każdy bił się o to żeby jak najwięcej robić.

Całe to wydarzenie miało w sobie magię. Spotykała się najbliższa rodzina. Na koniec mszy każde dziecko dostawało obrazek i różaniec. Rodzice nie płacili kokosów. Najwięcej wychodziło z obiadu. W moim przypadku odbył się w domu. W sumie prawie wszyscy robili to u siebie.

Jak jest teraz? Teraz obiad to nic w porównaniu z przygotowaniami. Mając na myśli obiad chodzi oczywiście o wynajęcie sali na tą okazję. Przecież ludzie mają tak mało pieniędzy. Może dlatego gdzieniegdzie trzeba rezerwować salę nawet rok wcześniej. Jakieś promocje wtedy robią?

Przykład na mojej znajomej, której akurat będę piekła tort na tą uroczystość. Dzieci mają szyte na zamówienie alby. Niby dobrze, bo każde dziecko ubrane tak samo. Tylko taka alba swoje kosztuje, a że moda się szybko zmienia, a firmy chcą zarobić to za rok nie będzie już alb, a jak będą to zupełnie inne. Siostra, koleżanka nie skorzysta odkupując ubrania. Musi być nowe. Patrząc na inne Kościoły, gdzie dziewczynki założą sukienki to rodzice prześcigają się, która córka będzie piękniejsza. Spotkałam się z tym, że dziecko przed Komunią chodziło do solarium, na paznokcie i makijaż. Normalne? Nie wierzycie? Zajrzyjcie TU.

Poza tym Kościół chce od rodziców coraz więcej pieniędzy na składki. Komunia to okazja dla Kościoła żeby mieć za co kostkę położyć lub żyrandol kupić. Ostatnio był gdzieś nawet pomysł o kwiatach dla nauczycieli. Z jakiej racji? Co to, Dzień Nauczyciela? Z Komunii, na której to dziecko powinno być najważniejsze robi się coś przeciwnego. Wszystko na pokaz, a dziecko gdzieś daleko z tyłu. Jednym słowem powstał z tego wielki biznes.

Kolejnym gorącym tematem są dla mnie prezenty. Skutery, komputery, quady?! Skąd to się wzięło?? Ludzie! Jak dostałam rower to byłam wniebowzięta. Wieża była już szczytem marzeń. Oczywiście, że czekałam na prezenty, ale to było inne czekanie. Nawet bukiet kwiatów mnie zachwycał, ponieważ nigdy wcześniej nie dostawałam czegoś takiego.

Niedaleko mnie, na jednej z wsi, przygotowania do Komunii kosztowały 700zł!I to w wersji podstawowej! A za co rodzice mają wyprawić przyjęcie? Chociażby skromny obiad dla kilkunastu osób to spory koszt. Mi nie mieści się to w głowie. Co prawda do Tosiowej Komunii jeszcze daleko, ale przeraża mnie ta wizja. Mam nadzieję, że do tego czasu wszystko wróci na swoje miejsce. Oczywiście to wina podejścia rodziców. To oni pozwalają na takie zachowanie u dziecka. Przecież każde wynosi z domu to, czego go nauczą. Jacy rodzice, takie dzieci rosną. Oby jak najmniej takich ludzi.

Czy naprawdę będziemy musieli zaciągać pożyczkę żeby zorganizować dziecku Komunię?

12 komentarzy:

  1. Mnie przerażają wszelkie tego typu pożyczki - na święta, na komunię, na urlop ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Cała prawda! Dla mnie też to jest nie do pojęcia! Ja na komunię z bardziej wartościowych rzeczy to dostałam radio na kasety a od taty złote kolczyki które (na szczęście w komplecie) mam do dnia dzisiejszego. O! Był jeszcze łańcuszek z medalikiem i biały zegarek i jeszcze jedne srebrne kolczyki. Reszta to jakieś drobiazgi z których cieszyłam się jak gwizdek! Ci którzy nie wiedzieli co kupić rzucili pare groszy- dosłownie parę!- bo jak dziś pamiętam że łącznie uzbierałam ze 165 zł i pół roku główkowałam na co mądrze to wydać. A jak teraz jak słyszę czasami tekst "no ja mam komunię chrześniaczki w tym roku i z racji, że nie wiem co mam jej kupić to wrzucę jej 1000zł do koperty". 1000!!!!??? Ludzie no to już przegięcie! Co 8-latka ma z tym zrobić?? Oczywiście jak pytam skąd taka duża suma to słyszę "Bo to moja chrześniaczka i tak wypada".....no gówno prawda, że wypada. Ludzie normalnie powariowali. A jeszcze jak słyszę komputery, tablety, skutery....mnie osobiście na takie prezenty nie stać a chrześniaków mam dwoje i z tego jedno już wkrótce będzie się do komuni przygotowywać. Te alby to też przeginka. Ja tak jak ty miałam sukienkę odkupioną po kimś. Do tego z racji skromnego budżetu mojej mamy i tego że miałam problem ze znalezieniem bucików na swoją nogę skończyłam z białymi sandałkami. Pamiętam że strasznie było mi szkoda, ze innych dziewczynek buciki stukają a moje nie. Do tego sukienka była kupiona miesiąc przed komunią a ja przez ten czas jak na złość urosła i z kiecki to samej ziemi zrobiła się kiecka do kostek. JEdnak nie czułam się z tym źle....bo moja rodzina zadbała o to żebym czuła że to moje święto i nawet obiad w domu (a nie w restauracji gdzie moda powoli już zaczynała wchodzić) był pięknym rodzinnym spotkaniem.
    Mam nadzieję, że do komunii moich dzieci nie dojdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyczerpująco wsparłaś moje zdanie, dzięki! ;)

      Usuń
  3. Ja moją komunie wspominam... bardzo dobrze! Sukienkę szyła mi moja mama! Skromna, bo przecież to nie pokaz mody. A co było najważniejsze? Moje włosy do pasa! Wianek z ruty! Tak miałam taki wianek, który uplotła mi babcia! Obiad był w domu dla najbliższych. Dziadkowie, rodzice i ciotki. Prezent komunijny mam do dziś. Złoty łańcuszek z serduszkiem. Zegarek z myszką miki, który leży gdzieś w domu rodzinnym. No i rower! Składak, na którym zaliczyłam pierwszą wielką glebę.

    A dzisiaj? Zaprasza się rodzinę, siódmą wodę po kisielu, żeby się pokazać.. zastaw się, a postaw się... a do gara nie ma co włożyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. A co do włosów to też cierpliwie hodowałam :))) Zawsze się mówiło, po Komunii obetnę ;)

      Usuń
    2. Ja po komunii nadal miałam. A jak byłam nastolatką i obcięłam aż 20 cm mój kochany tatuś się na mnie obraził :D

      Usuń
  4. Słuchaj tego: ostatnio koleżanka opowiadała mi, że została zaproszona przez kolegę z klasy jako osoba towarzysząca na Komunię jego kuzynki... Miała to być impreza na około 200 osoób z kapelą i tańcami... Chyba ktoś sobie coś pomylił. Jaka w tym rola dziecka? Oburzona koleżanka odmówiła i wciąż zastanawia się nad tym, czy coś źle zrozumiała, czy faktycznie rodzice urządzają miniwesele?

    Sami jesteśmy rok po Komuni naszego młodego i wydatki są OGROMNE, wczoraj mieliśmy rocznicę Komuni - miało być skromnie - stówki nie ma w kieszeni... Ehh...

    Pozdrawiam Was serdecznie, Siostra Polka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. Ostatnio sąsiadka dała wnuczkowi na Komunię 3000zł w kopercie... Chyba nie miała co zrobić z pieniędzmi :)

      Usuń
    2. O jaaa! Serio?? Aż ciężko mi w to uwierzyć! Myślałam, że nic mnie już w tym temacie nie zdziwi. A jednak zdołałaś to zrobić ;)

      Usuń
    3. Twoja sąsiadka nie szuka wnuczki? ;)

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie komunia za rok w kl.3 i aż mi się włos na głowie jeży co wymyślą mamuski.
    Ale wiem jedno że to jest święto wyłącznie dziecka i będzie w domu i z takim menu jak sobie wymyśli,aby czuło się ważne i bylo w centrum uwagi.

    OdpowiedzUsuń