Weekend w Puławach

18:50 TosiowaMama 5 Comments

Ciekawi relacji z naszego weekendu? Strasznie się cieszę, że Gancia i Aperol Spritz właśnie mnie nagrodzili tak wspaniałą nagrodą jak weekend we dwoje. Konkurs organizowany był na Blogowigilii o której pisałam tutaj.

 Każdej parze należy się odpoczynek od ciągłych obowiązków. Bez myślenia o porządkach, gotowaniu, oczy mogły odpocząć od ciągłego śledzenia Tośka. Co prawda nie było nas tylko 2 noce, ale i tak już po pierwszym dniu oglądaliśmy z Tosiowym Tatą zdjęcia na telefonie  z Tośkiem w roli głównej. Tak to już jest z nami rodzicami :)




Hotel jaki wybraliśmy znajduje się w Puławach. Trzy Korony to browar, w którym mieści się hotel, SPA, restauracja, kawiarnia, kręgielnia i bilard. Wszystko na miejscu :) Czas mieliśmy zapełniony po brzegi. Zacznijmy jednak od początku...





Pierwszy dzień w Puławach zaczął się dla nas o godzinie 14 po południu. Zameldowaliśmy się, rozpakowaliśmy i pomaszerowaliśmy do restauracji na obiad. Miejsce bardzo klimatyczne. Otoczenie drewniane, wielkie wiszące żyrandole, piękne i gustowne meble. Wszystko robiło wrażenie. Kelnerzy byli przemili, obsługa fachowa.







Tak wyglądał nasz pokój.








Telefon podbił moje serce! <3


Taki mieliśmy widok z okna :)


A może obiadowy foodporn? ;)
(jakość niektórych zdjęć nie powala, bo posiłkowałam się niekiedy tylko telefonem)


Przepyszny stek wołowy!
Jagnięcinka z cebulą.
Nasze serce podbił stek wołowy z pieprzem w brandy. Danie tak wyśmienite, że codziennie mogłabym jeść to samo. Małż zamówił go 1 dnia, więc następnego zrobił powtórkę z rozrywki. Ja natomiast na początku zdecydowałam się na jagnięcinę. Też była przepyszna, ale ten stek...ślinka cieknie! Ukłon w stronę kucharza. Musicie się tam koniecznie wybrać na obiad.

Po obiadku czas na deser, jakżeby inaczej. Nie mogę koło słodkiego przejść obojętnie, a tu i tak mieliśmy się rozpieszczać ;)

Mrożony serek mascarpone z musem owocowym.
Ananas na ciepło posypany migdałami z gałką lodów.
Po jedzeniu i leżakowaniu poszliśmy do SPA. Czekało nas wytapianie się w saunie oraz kąpiel piwna w bali z bąbelkami. Zostaliśmy z recepcji zaprowadzeni do sporego pomieszczenia, gdzie znajdowała się sauna, i 2 bale (z ciepłą i zimną wodą). Dookoła porozstawiane świece, dekoracje budujące romantyczny klimat. Można było tam popłynąć myślami. Jeżeli chcecie się odprężyć to naprawdę polecam to miejsce. Pomieszczenie zamykane jest od środka, więc zachowujecie pełną prywatność. Wszystko na miejscu jest zapewnione (szlafrok, jednorazowe "klapki", nawet majtoszki :D, woda do picia). Do tego do wyboru jeden z czterech rodzajów piwa (jasne, bursztynowe, pszeniczne i ciemne). W ciągu 2 dni wypróbowaliśmy wszystko. Takie napoje alkoholowe dostępne tylko w tym browarze, warzone osobiście przez Trzy Korony.




Śniadania są w postaci szwedzkiego stołu, na którym możecie znaleźć wszystko. Mówiąc wszystko mam naprawdę na myśli WSZYSTKO. Stół przepełniony różnościami. Do tego na początku podchodził kelner i proponował jajecznicę bądź omlet robiony na świeżo na życzenie głodomora. Każdy znalazł coś dla siebie. Przyznam, że ciężko było mi się zdecydować, a to niby tylko śniadanie. Tylko albo aż :)








Mieliśmy to szczęście, że mamy znajomych w Puławach, więc następnego dnia zostaliśmy oprowadzeni po wszystkich zakątkach tego miasta :)

Miasto bardzo sympatyczne. Ulice szerokie, budynki w odpowiedniej odległości od siebie. Nie było tego ścisku, co w większości dużych miast. Dużo zieleni zachęca do częstych spacerów.

Zobaczcie jaką nową koleżankę poznałam! :) Zrobiła sobie legowisko za moimi plecami :)


Trochę Was pooprowadzam po Puławach :)










Świątynia Sybilli








Pałac Czartoryskich

Rano zwiedziliśmy małą mieścinę Janowiec. Znajdują się tam ruiny zamku. Akurat podczas naszego pobytu miasto było zatłoczone, bo trafiliśmy na pogrzeb jakiejś osobistości. Ma się to szczęście. Możecie sobie wyobrazić. Całe centrum na czarno, poważni,a my chodzimy z aparatem na szyi i zwiedzamy.










Pojechaliśmy też przepłynąć się promem, który...jest promem widmo. Nie pływa.
Tak wyglądało miejsce skąd mieliśmy ruszać. Tak, tam po środku wody ;)




Sobotni wieczór spędziliśmy grając w kręgle i bilard. Piłam wtedy najpyszniejszą białą herbatę. Polecam :)



Zamach i.....





Kończąc swój weekend i z zamiarem powrotu zajechaliśmy jeszcze ze znajomymi do Nałęczowa. Napiliśmy się wody z trzech różnych źródeł. Zahaczyliśmy o pijalnie czekolady Wedla i zwiedziliśmy park.

















Budynek pijalni czekolady łączył się z miejscem, gdzie można  było napić się wody ze źródła i usiąść wśród pięknych roślin.



Idealne zakończenie wyjazdu. Wróciliśmy zrelaksowani, wypoczęci i niesamowicie stęsknieni za Tośkiem!

Jeszcze raz dzięki Aperol Spritz i Gancia za weekend pełen wrażeń! <3
Polecam się na przyszłość :)))

5 komentarzy:

  1. Mniam, ile tu pyszności widzę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tak! Na steka w brandy trzeba się wybrać! :)

      Usuń
  2. matko, jak pięknie :) ale ci zazdroszczę!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Puławy to naprawdę przyjazne miasto :)

      Usuń
  3. Puławy...moja szwagierka tam mieszka :-)
    A w szkole średniej zdażało mi się zjawiać w Puławach na shopping'u zamiast być na lekcjach ;-)
    Pozdrawiam
    www.rodzinka2plus2.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń