Bo Ty jesteś...!

20:46 TosiowaMama 8 Comments

Normalny weekendowy dzień w domu. Nadchodzi czas drzemki Tośka. Mały marudzi, mnie boli głowa.

Prośba do męża: 
- uśpisz małego? 
- no dobra.

Poszli do pokoju obok. Minuta, dwie, trzy...wychodzą z powrotem.

- no i czemu nie śpi?
- no bo ja już nie mogę...
- ale nie było Cię zaledwie 3 minuty.
- no tak, ale Ty jesteś kobietą.
- no jestem - myślę sobie - ale co to ma do usypiania smyka?
- no bo Ty jesteś...genetycznie zmodyfikowana!


Tak zostałam podsumowana. Mama - osoba genetycznie zmodyfikowana, przystosowana do wysłuchiwana ciągłego marudzenia i płaczu oraz niezniszczalna (migrena to dla mnie pestka).

Ale wiecie co? Tak, to prawda. Mogę słuchać marudzenia i patrzeć na krzywe minki Tośka. Wytrzymuje jego złości patrząc na niego tak samo czule. Kiedy boli mnie głowa, a mały szuka kompana do zabawy, jestem pierwsza. Zaciskam zęby i z uśmiechem na ustach ustawiam wysoką wieżę z klocków, która za moment zostaje rozwalona. Klocki lądują rozsiane po całym pokoju. Ja jednak cierpliwie sprzątam je dziesiąty raz dzisiaj. 

Chyba rzeczywiście jestem tak zaprogramowana. Zaprogramował mnie mój syn. Będąc jeszcze w brzuchu przygotował mnie na swoje przyjście. 

Mamo, czasami będę nieznośny, ale wytrzymasz to. Zepsuję pare rzeczy, ale po chwili machniesz ręką. Przecież to tylko rzecz. Sprawię, że będziesz zmęczona i niewyspana. Ale ja też Ci coś dam, swoją miłość. Będę Cię kochał najbardziej na świecie. 



Dasz radę. 
Przecież jesteś zaprogramowana genetycznie :) <3

8 komentarzy:

  1. Niezniszczalne i niezastąpione! Bo kto jak kto - ale mama wszystko zrobi lepiej :D

    OdpowiedzUsuń
  2. oj tak świetnie rozumiem co czujesz. Gdy któregoś razu byłam już zmęczona codziennym usypianiem młodego i tego że bujam się z nim z godzinę, popłakałam się- "bo przecież ja karmię piersią" więc muszę tak tkwić przy nim aż nie uśnie. Co tam, że on pije pierwsze maks 20 minut a potem 40 minut włazi na mnie, klepie mnie, wbija mi łokcie i ręce w każdą część ciała, dłubie w nosie, ciągnie za wargę, wkłada paluchy do oka, szczypie, pociągnie z bańki, skacze, kładzie nogi na głowę, ucieka z łóżka....a ja....ja muszę z nim leżeć i czekać aż uśnie" bo karmię piersią". Potem jak uśnie trzeba przecież wstać, jeszcze się umyć zrobić tatuśkowi kanapki do pracy "bo moje lepiej smakują"- owszem nie jest to mus ale jak mu nie zrobię to on sobie nie zrobić i tak mi się serce kraja. Któregoś jednak razu miałam już po dziurki w nosie i się poryczałam.....poryczałam że jestem totalnie uziemiona i wylałam żale Mojemu. Od tamtej pory prawie codziennie po 20/30 minutach przychodzi i mnie zmienia. Bo młody jest już najedzony a Mojemu Igor usypia w 5, 10 minut nie to co mi. Sam sobie pewne kwestie uświadomił....trzeba czasami jednak naszym facetom dobitnie to przetłumaczyć. Bo my w końcu też chcemy nieco odetchnąć i zasługujemy na pomoc ;) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz jak dobrze się skończyło?:)

      Usuń
    2. Widzisz jak dobrze się skończyło?:)

      Usuń
  3. A to ci dopiero ;) Dobrze, że mój Mężu jeszcze na to nie wpadł ;) Jego chyba ta modyfikacja jakoś rykoszetem też trafiła (na szczęście!). No ale fakt jest faktem. Kobieta jest duuużo bardziej cierpliwa ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. jestem jakaś inna chyba... ja nie jestem wcale zmodyfikowana :) zaprzęgam ojca żeby dzielił ze mną obowiązki rodzicielskie- bo też chce mie czas dla siebie. :)

    www.lifestyle-madlen.blogspot.om

    OdpowiedzUsuń