Zazdrość.

10:14 TosiowaMama 14 Comments





Zazdroszczę mu. Zazdroszczę, że był pierwszy. Czekałam na to tyle czasu. Nagroda każdej matki. To wspomnienie powinno należeć do mnie. Miałam prawo. Niestety, życie lubi płatać figle. Miało już napisany inny scenariusz.

Powinnam się cieszyć z tego co mam. Pomimo tego, że posiadam dużo to nie potrafię do końca zapomnieć. Zabrałeś mi to, chociaż nieświadomie. Są chwile, kiedy sobie o tym przypominam. Zwykłe drobnostki nieistotne dla innych, istotne dla mnie. Na przykład teraz. Cała rodzina czeka na rozwiązanie jednej kobitki. Pierwsze dziecko, wielki stres dla obojga. Pamiętam jak przejmowałam się każdą pierdołą. Przeczytałam mnóstwo googlowych porad (nie bierzcie przykładu- tylko mąci w głowie). Kobieta przerażona bólem i tym, że nie wykarmi dziecka piersią. Przecież matka karmiąca mlekiem modyfikowanym to dla społeczeństwa zła matka. Mężczyzna, który dopiero naprawdę poczuje, że jest ojcem jak zobaczy i dotknie maleństwa. Przerażony wizją zmieniania brudnych pieluch. W końcu kupy w tym wszystkim są najgorsze, prawda?

Wszystko pamiętam bardzo dobrze. Sama dopiero co tego doświadczyłam. I znów sobie przypominam, że to byłeś Ty! Dlaczego? Dlaczego nie ja? Starałam się, dbałam o siebie. Robiłam to co należało robić. Nie wystarczyło.

Wiele osób nie zrozumie mojego myślenia. Stwierdzi, że nie warte takich odczuć. Znajdą się jednak pewnie kobiety, które znajdą tu cząstkę swojej historii.

Skurcze.
Wszystko w porządku. Znoszę dzielnie bóle. Mąż mnie wspiera. Pomagał mi bujać się na wielkiej piłce żeby tylko przynieść mi ulgę. Wtedy tego nie doceniałam. Teraz patrzę na to inaczej. Mąż przed porodem upierał się, że nie będzie uczestniczył w tym. Sądził, że nie da rady. Gdy jednak przyszło co do czego zachował się jak prawdziwy twardziel. Mogłam krzyczeć, krew mogła się lać. Nic go nie ruszyło. Był moją opoką.

Jestem tego wszystkiego świadoma. Dlaczego w takim razie nadal mu zazdroszczę?

Wieczór.
Finał się zbliża. Na drodze pojawił się problem. W bólu zgadzałam się na wszystko. Daliby mi do podpisania zgodę na wycięcie nerki - pewnie bym podpisała nie patrząc co.

Wyrok. Cesarka.
Dziwię się, że niektóre babki na własne życzenie dają się ciąć, ale jak trzeba to trzeba. Tak sobie powtarzałam. Cesarka z przyczyn nagłych, więc uspali mnie całkowicie. Nic nie czułam. Bół odszedł, ale czy to powód do uciechy? Jak się okazało, wcale nie. Chciałam czuć ból cudu jaki się wtedy dział. Poradziłabym sobie, wytrzymała wszystko. Powinnam być świadoma tego co się działo. To ja powinnam być pierwszą osobą, która zobaczy swoje dziecko. Chciałam je przytulić w pierwszej minucie jego życia. Powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, żeby się nie bał.

To samolubne, ale zazdroszczę mu. Zazdroszczę, że kiedy ja dopiero się budziłam, on już przy nim był. Kiedy ja zakręcona marzyłam o pójściu spać, on go głaskał po główce. Najpiękniejszy i najcenniejszy pierwszy raz mnie ominął.

Kiedy moje ciało i umysł uspokajało się po wysiłku i prawie doszłam do siebie, słuchałam z przymkniętymi oczami ekscytujących opowieści męża.
W końcu pielęgniarki przyniosły mi syna. Owinięty szczelnie kocykiem, wystawała tylko pulchna twarzyczka i te wielkie oczy skierowane na mnie. Wiecie co wtedy czułam? Zmęczenie. Nie miałam siły się cieszyć. Byłam ogłupiona po uśpieniu. Widziałam synka dosłownie kilka sekund. Jedno spojrzenie, które zapamiętam do końca życia. Żadnej ekscytacji. Wiedziałam, że już jest, ale to było tak daleko. Więcej czasu spędziłam z dzieckiem dopiero kolejnego dnia. Wtedy doszło do mnie, że kocham go od pierwszej "nieprzytomnej" chwili.

Moja zazdrość nie wpłynęła na nas wtedy w żadnym wypadku. Po prostu gdzieś tam we mnie tkwi i zakłuje, gdy świat o tym przypomni.

Zazdroszczę. Zazdroszczę, że był przy nim w pierwszych chwilach. Zazdroszczę, że ja nie mogłam.



14 komentarzy:

  1. To nie było od Ciebie zależne. Tak czasem jest. Musiało się tak stać żeby Twoje Szczęście przyszło na świat. Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja zazdroszczę Tobie! :) A wiesz czego? Tego gdy ty wiłaś się w bólach Twój mąż był przy Tobie :) A gdy ja wiłam się w bólach mój był gdzieś tam i robił coś tam całkiem nieświadomy tego co właśnie przeżywam ;). Nie było go bo nie chciał więc skazana byłam rodzić sama. Brakowało mi go.....nie miał mnie nawet kto za rękę potrzymać bo położna która prowadziła mój poróð chodź złota kobieta była rozdarta między mnie i inne pacjentki które również były na porodówce. Poswieciła mi większą uwagę dopiero wtedy gdy zaczęły się skurcze parte a ja wrzeszczałam że rodzę. :)
    Spójrz też na to, że dobrze iż ostatecznie Twój mąż zdecydował być przy Was i że to on pierwszy zobaczył Waszego synka niż żeby synek nie miał żadnego z Was bo jak mówisz dopiero na drugi dzień mogłaś zajmować się dzieckiem. Głowa do góry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo...z tym to miałam naprawdę dobrze...urodziłam w sobotę także oboje w domu byliśmy :)

      Usuń
  3. Ważne, że teraz jesteś a przed Wami wiele cudownych chwil :)
    www.MartynaG.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Och, jak ja Cię doskonale rozumiem. Niestety nie planowana CC odbija się bardziej na umyśle niż na ciele. Ja się cieszę oczywiście że mój Junior zdrowy, że wszystko dobrze, się też zazdroszczę. Zazdroszczę mężowi tak jak Ty. Zazdroszczę znajomym którym udało się urodzić naturalnie. Zazdroszczę nawet Tobie że choć "poczułaś" poród. U nas CC na zimno :(
    Oczywiście to nie taka zawistna zazdrość, tylko taka zazdrość ns zasadzie "fajnie jemu, im, Tobie", szkoda żeto nie ja.
    Mam nadzieję że rozumiesz :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem aż za dobrze :)
      Masz rację, że odbija się na psychice. Inaczej jak człowiek się przygotuje, a inaczej jak jest fajnie, połowa drogi za Tobą, główkę już widać, ale nie. Jednak nie, tniemy.

      Usuń
    2. Magda a jak widać główkę to już nie za późno na cc??? o.O

      Usuń
    3. Nie, bo się pojawiała i znikała. Nie to, że wystawała cała głowa i szłam z taką na stół :D

      Usuń
    4. U mnie CC niebyła planowana, tętno spadło zaraz po podaniu oxy, wiec tez zero przygotowania psychicznego. Ach.. taraz przy nadziei trzyma mnie tylko wizja VBAC jeśli się uda.

      Usuń
  5. Pomyśl, że teraz jesteś dla synka całym światem :)
    --------
    Ja miałam to szczęście, że po cc położono mi moją córeczkę na piersi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój mąz też zobaczył naszego synka pierwszy, ale ja rodzilam SN. Hehe, prosiłam, aby TAM nie zaglądał, nie robił tego, ale tyle ile udalo mu się zobaczyc to jego, pierwszy z nas widział jak nasze dzieciątko pojawiło się na świecie i powiedział, że to była najbardziej wzruszająca chwila w jego życiu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że mogliście uczestniczyć w tym razem. Takie chwile bardzo zbliżają :)

      Usuń
  7. Nie martw się, kochana! Twój maluszek słuchał dźwięku Twojego głosu, robił fikołki, dawał Ci kopniaki odpowiadając na Twój dotyk i wtulał się w Twój brzuszek przez 9 miesięcy. To Ty byłaś dla niego całym światem, to Ciebie pokochał pierwszą. Nie miej żalu o te pierwsze chwile na porodówce, bo te pierwsze już z maluszkiem spędziłaś i tata też pewnie mocno Ci ich zazdrości.

    OdpowiedzUsuń