Kurcze pieczone z marchewką

08:57 TosiowaMama 1 Comments


Czasami brak mi pomysłów na obiad. Czasu nie wystarczy na jakieś wymyślne dania, dlatego staram się robić szybko i smacznie. Jeżeli uda się ubrudzić minimum naczyń to już w ogóle jestem przeszczęśliwa ;) 

Inspirację zaczerpnęłam rozglądając się po kuchni. Stanowczo za dużo miałam marchewek. Tak powstał pomysł. Jest kurczak, marchewka, w lodówce majonez i jogurt. Czego potrzeba więcej?






Całość robiłam w brytfannie, ponieważ moje naczynie żaroodporne z pokrywką niestety jest za małe. Wszystko wyszło miękkie, więc nie musicie się martwić, że nie wyjdzie bez przykrycia. Pod przykryciem nie próbowałam, aleeeee....już wyhaczyłam okazję! :)

Jakby którejś Pani zabrakło dużego naczynia żaroodpornego to zapraszam tutaj (KLIK). Wysyłam jutro męża po łup! Do Lidla mamy niedaleko, a właśnie tam możecie dostać takie duże naczynie. Nie ma już wymigiwania się, że drogie albo niepotrzebne. Bez naczynia po pracy ma nie wracać ;))) (taki żarcik tylko)
Wróćmy jednak do pichcenia :)

Danie jest niezwykle proste. Potrzebujemy do jego przygotowania podwójnej piersi kurczaka, kilka dużych marchewek, 3 łyżki jogurtu naturalnego i tyle samo majonezu oraz naczynie żaroodporne.

Najpierw pokroiłam pierś na kotlety. Można je rozbić, można nie. Jak kto woli. Następnie przyprawiamy solą i pieprzem, układając na dnie naczynia.




Potem zabieramy się za ścieranie marchewek. Wystarczy zrobić to na grubych oczkach. Kurczaka przykrywamy jej równą warstwą.
Mój mąż nie lubi rozgotowanej marchewki, dlatego przykryłam kurczaka surową. Wy możecie ją trochę poddusić.





Na końcu mieszamy majonez z jogurtem i smarujemy na wierzchu.




Naczynie wstawiamy do nagrzanego piekarnika do 180 stopni na około 30 minut.




Gotowe! :)




Można zrobić w wersji dla małego dziecka, jeżeli ominiemy sól, ograniczymy pieprz i zamiast mieszanki majonezu z jogurtem damy sam jogurt.


U nas zniknęło szybko, chociaż następnym razem bardziej przyprawię mieso. Co do okazji to może macie dla mnie lepsze oferty? :)


1 komentarz: