W końcu się udało!

20:42 TosiowaMama 8 Comments

Nareszcie...po wielu wielu dniach i trudach udało się nam świętować wiecznie przekładany roczek Tośka!

Był obiad, był tort i byli goście. Oczywiście z prezentami, które jak narazie robią furorę, powodując że stare zabawki zostały chwilowo w kącie.
Najlepsze było jednak to, że po obiedzie, gdy przyszedł czas na tort, jubilat zasnął! Musieliśmy zacząć bez niego, a świeczkę na torcie zdmuchnęła Mama :) Zjedliśmy, a potem czekaliśmy, czekaliśmy i czekaliśmy aż mój Królewicz wstanie. W koooońcu  przeciągając się otworzył oczka. Oczywiście najpierw był trochę przestraszony, obce miejsce i tyle ludzi patrzących na niego.
Chwila jednak starczyła żeby doszedł do siebie, bo zauważył na swoim talerzyku kawałek tortu. Tak jak obiecałam mu na pół roczku, tak zrobiłam w jego pierwsze urodziny. Dostał pierwszy raz coś słodkiego, specjalnie w wersji light dla mniejszych :)
Myślałam, że wszystko wymaże dookoła kremem i ciastem, ale o dziwo kierował tylko do buzi! Chyba musiało mu strasznie smakować :D Wszystko zostało nagrane. Tylko już końcówka ucięta, bo oczywiście, jak to zawsze bywa, w najbardziej odpowiednim momencie padła bateria w aparacie.
Obiad jedliśmy w restauracji, ale tort upiekłam już sama.

Wszystko jak najbardziej się udało, z wyjątkiem braku kilku osób, którym drugi termin nie pasował.No ale to tylko pretekst do późniejszych odwiedzin :)

Po urodzinach niestety znów powót do szarej rzeczywistości...Byliśmy u lekarza. Małemu wrócił katar i kaszel...Przestraszyliśmy się, w końcu jest świeżo po zapaleniu płuc. Wizyta to jeden wielki śmiech na sali! Serio! Strata czasu! Przed nami w kolejce było jeszcze dwoje dzieci, wszyscy wyszliśmy  w ciągu 5 minut. Niezły czas, prawda? Dał nam jakiś syropek i do domu. Bo w płucach nic nie słyszał...Żeby to on jeszcze go porządnie osłuchał, ale nieee...dotknął słuchawką jak czarodziejską różdżką i wszystko wiedział! Masakra...Jak tak dalej będzie pójdziemy prywatnie. To nasza ostatnia nadzieja.

Wróćmy jednak do tego milszego tematu :) Ciachooo... :D







8 komentarzy:

  1. O jeny!! Jaki słodziak z tym tortem!!
    Tort też fantastyczny! :)
    a była zabawa z różańcem, kieliszkiem i pieniążkiem? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tort to arcydzieło! Szkoda go było jeść :-).

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale smakowity musiał być ten tort :)

    Bardzo lubię Twój blog więc nominowałam Cię do Liebster blog award mam nadzieję, że lubisz tego typu zabawy.
    A po pytania zapraszam tutaj: http://mamamusia-i-lobuziaki.blogspot.com/2014/12/22-wyroznienie-blogowe.html?showComment=1417972606745#c9128432437440104729

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze prawdziwe arcydzielo ;). Masz talent :). Sto lat dla synka!

    OdpowiedzUsuń
  5. haha, ale ekstra! świetnie wyszedł i pomysl niebanalny!

    OdpowiedzUsuń