Sto lat, sto lat!

10:40 TosiowaMama 8 Comments

Ojej powiedzcie mi, kiedy to minęło? Dopiero co wzięłam go pierwszy raz na ręce. Pamiętam dokładnie dzień, w którym Tosiek pierwszy raz się uśmiechnął, sam usiadł czy zaczął stawiać pierwsze kroczki. Ten rok był niesamowity. Bąbel wniósł wiele miłości i radości w nasze życie. W dniu, kiedy przyszedł na swiat, podarował nam największy prezent-siebie. Cały i zdrowy, patrzył tylko tymi swoimi wielkimi oczętami :)
 Każdy dzień był magiczny, każdy przynosił coś nowego. Zdarzały się oczywiście gorsze dni, gdzie człowiek miał chwile zwątpienia. Mijały jednak szybko i byly wynagradzane najpiękniejszą rzeczą na świecie-uśmiechem dziecka. W ciągu roku nauczył się tak wiele, że sama go strasznie podziwiam. Prawdziwy cud, którego życzę wszystkim kochającym się parom. 


Pomimo, że musiałam dużo zmienić w swoim życiu i równie dużo poświęcić, to naprawdę warto było. Człowiek tak teraz usiądzie i czuje ogromną dumę. W końcu wychowuje człowieka, który uczy się od niego coraz więcej.

Dzieci potrafią łapać wszystko w lot. Pamietam jak uczyłam go kokoszki. Wystarczyło pokazać kilka razy jednego dnia i do dziś potrafi podziubać w rękę i pokazać jak odfruwa wysoko, wysoko :) 

Mówi coraz więcej, co jakiś czas zajmie się sam. Do tego jest taki grzeczny i dzielny. Oj będę słodzić :) 


Podczas pobytu w szpitalu byliśmy w sali z dwoma chłopcami. Jeden miał 8 miesięcy, drugi 2 lata. Jeden głośniejszy od drugiego. Mój Tosiek ogólnie zawsze był spokojny. Nie bał sięprawie niczego. Ten starszy wszystko robił z płaczem albo piskiem na całe gardło. Strasznie się bał. Może kiedyś coś go tak przeraziło i do teraz ma uraz? Nie wiem, jednak to nie zmienia faktu, że ciężko było czasem wytrzymać. 

Dziś po obchodzie zostaliśmy przeniesieni do jednoosobowej izolatki. Tamci chlopcy przyszli dobę później i wolniej zdrowieją. Żeby Mały się nie zaraził przeprowadziliśmy się. Miał urodzinową przejażdżkę łóżkiem po szpitalu :) 

Teraz co prawda prawie nie ma miejsca na rozłożenie kozetki na noc, ale jest ten komfort spania. Jak będzie chciał spać to nikt go nie obudzi, bawić się może też kiedy chce. Najgorsze było właśnie to, że jak dzieci obok spały, to staraliśmy się zachowywać cicho. Z kolei gdy Tosiek zasnął dzieci waliły zabawkami w metalowe szczebelki, krzyczały, piszczały. Rodzice śmiali się w głos nie zwracając uwagi, co się dzieje obok. Ja to jeszcze wytrzymywałam, ale jak mąż został na 4h to wychodząc stwierdził, że myślał, ze nie da rady. Popsioczył trochę i znów zaczął się mój dyżur :)

Tak to się teraz toczą nasze losy :) 

W środę dowiemy się już kiedy nas wypuszczą.

Całujemy!:)

8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, teraz zdrowie jest bardzo w cenie ;)

      Usuń
  2. Dużo zdrowia, miłości i siły dla maluszka!
    Już niedługo zaceni skakać, biegać :D a mama wraz z nim :*
    Pozdrawiamy!
    Mama Ania z córką Kamilcią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już zaczyna skakać :) Bardzo dziękujemy za życzenia:*

      Usuń
  3. Spóźnione życzonka dla Tosia :) Dużo, dużo zdrówka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oby jak najszybciej!
    Powiem Ci, że gdy wylądowałam w szpitalu z synkiem mieliśmy ten komfort, że bylismy sami w pokoju. Wiec robilismy co chcieliśmy i o ktorej chcieliśmy. Przeszkadzały tylko pielęgniarki i lekarze, bo wchodzili akurat wtedy, gdy synek spal.
    Średnio natomiast wspominam czas po porodzie, gdy na sali byłam z drugą matką. To, że dzieci płakały to nic, to były maleństwa, ktore siebie nawzajem nie wybudzały, za to jej goście to był koszmar. Niby chcieli być cicho, ale nigdy to nie wychodziło, zjawiali się u tej matki zawsze gdy synek zasnął i sama chciałam spać. No cóż, takie uroki wspólnych sal...;)
    Powodzenia:) No i wspaniałości:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękujemy :) ja po porodzie bylam sama w sali, a teraz 4 dnia rano przenieśli nas do pojedynczej :)

    OdpowiedzUsuń