Od raczkowania do wstawania

17:46 TosiowaMama 15 Comments

Ostatnio spotkałam Mamę, której dziecko w ogóle nie raczkowało. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie żeby mój Tosiek ominął ten fragment. No ale nie o tym chciałam powiedzieć. Tak się zastanawiam, czy chwaliłam się już, że mój ukochany Synek chodzi? ;) W sumie zaczął w 11 miesiącu, ale tak jakoś mi to umknęło. Co prawda jeszcze nie chodzi stabilnie, a za rajtki na pupie powinnam mu wkładać poduszkę, ale zrobił niesamowite postępy. Zmienił się bardzo. Niby ten sam chłopiec, ale zachowuje się zupełnie inaczej, tak mądrze. Zaczyna przemyślać swoje czyny, radzi sobie lepiej z rozszyfrowywaniem zabawek. Z dnia na dzień zaskakuje, ale o tym też już Wam trąbiłam :)

Dziwią mnie też rodzice, którzy wspomagają dziecko chodzikami. Jeżeli dziecko nie chce chodzić to znaczy, że nie jest jeszcze na to gotowe. Rodzicu, ogarnij się! Jeżeli wszystko będzie w porządku samo to się stanie. Możesz wykonywać z dzieckiem ćwiczenia, które wzmocnią jego kręgosłup, ale proszę Was. Wciskanie na siłę do chodzika? Gdzie nawet stóp nie potrafi dobrze postawić? Może nabrać tylko złych nawyków. Chodzikom mówię stanowczo NIE!

No i ostatnie, ja pozwalałam jak najwięcej chodzić Bąblowi na bosaka. Jak zrobiło się zimno zaczęłam zakładać buciki-skarpetki z podeszwą ze skóry naturalnej.

To takie dodatki do newsu o chodzeniu Tośka :)

15 komentarzy:

  1. Pisałam komentarz i mi wcięło więc zacznę jeszcze raz :) Zgadzam się z postem w 100 % :) I dziękuję jednocześnie za uświadomienie mi jednej rzeczy! Bo nie wiedziałam (głupia matka), że skoki pomiędzy rodzicami są tak niebezpieczne :/ stosowałam kilka razy i nie jestem z tego dumna, ale już tego nie powtórzę. Bo nieświadomie mogłam mojemu dziecku zrobić krzywdę :/
    I gratuluję chodzącego Tośka! Uwaga, za chwile zacznie biegać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam się, że dopóki sama nie zostałam matką też o tym nie wiedziałam, bo po prostu nie zwracałam na to uwagi. Co do biegania to już ćwiczę, żeby za nim nadążyć ;)

      Usuń
  2. Nie, no proszę! Kto wymyśla takie bzdety?! (w sensie autor grafiki) Przecież sami uprawialiśmy skoki między rodzicami i nie mamy problemów ze stawami. Ostatnio czytałam, że dzieci są coraz słabsze, bo je ograniczamy ruchowo. My spadaliśmy z drzew i w ten sposób uczyliśmy się i wzmacnialiśmy mięśnie, a teraz dzieciom zabrania się wchodzić na drzewa w obawie przed odpowiedzialnością prawną za upadek z niego. Dla chętnych: http://www.pomagamydzieciom.info/23757,1.dhtml Co innego to oczywiście zespół dziecka potrząsanego. Nie dajmy się zwariować. 3 lata temu widziałam kaski i ochraniacze dla dzieci raczkujących....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku, ale uważam, że małe dzieci, które nagle są podciągane za jedną rękę do góry mogą sobie coś uszkodzić. Stawy nie są jeszcze takie mocne jak u starszych dzieci, a szarpnięcie to nie delikatne podniesienie dziecka. Na drzewa wchodziłam sama i nie będę takich zabaw zabraniać swojemu dziecku, chociaż będę je kontrolować. Każdy upadnie zanim się nauczy, ale gwałtowne szarpiące ruchy dla małych rączek to nic dobrego.

      Usuń
    2. Strona, którą Pani podała to raczej zwalnianie dzieci z wf-u i pozwalanie im całymi dniami siedzieć na komputerze. W dodatku nie odnosi się to do takich dzieci jak mój roczniak. Nadal uważam,że zabawy na grafice nie są dobre dla 2- i 3-latków, które już dobrze chodzą.

      Usuń
  3. Moim zdanie trzeba znaleźć złoty środek. Nie odbierać zabaw np. w podskoki z rodzicami. Nie dajmy się zwariować. Owszem trzeba zachować ostrożność w każdej chwili, dosłownie każdej. Nigdy do końca nie przewidzimy co się może stać. Nie na wszystko mamy wpływ. Podam przykład. Szłam kiedyś zimą z mężem za rękę, poślizgnęłam się i zwichnęłam mu niechcący kciuk, właśnie przez to, że trzymałam go za rękę, czy z tego powodu pary nie powinny trzymać się za ręce?
    Co do chodzików, o w pełni się z Tobą zgadzam. pisałam o tym nawet u siebie. ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz całkowitą rację :) Nie mówię tu przecież o skrajnościach, wszystko w granicach rozsądku, który każda Mama ma :)

      Usuń
  4. Super, że Twój smyk już chodzi :-). Sprytny chłopak. Mój Gibonik tak stabilnie i pewnie ruszył w okolicy swoich 1 urodzin. Teraz biega jak szalony :-). Etap raczkowania miał. To podobno ważne ze względu na późniejsze zdolności manualne dziecka. Chodzika nie mieliśmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze mogę nadążyć, więc szybko nie biega ;)

      Usuń
  5. Gratuluję chodzącego smyka:) wyobrażam sobie jak się cieszysz, bo przeszlam przez to już ponad dwa miesiące temu:)
    Co do tego co napisałaś, myśle, że rodzice nie tyle myślą o tym, że pomagają w ten sposób, ale ścigają się. To jeste niestety coś do czego nie chce się przyznać wiele osob, ale zalezy im, żeby ich dziecko siadalo, wstawało, chodziło i biegało 3 razy szybciej niż dziecko brata, siostry, sąsiadki, przyjaciólki, czy nie lubianej koleżanki. Potem w rozmowach jest tylko prześciganie się nawet co do dnia... " a mój zaczął chodzić w roczek" - "a mój 2 dni przed roczkiem". Niestety, ale bylam świadkiem całej masy takich rozmów.
    Patrzę na to wszystko i uważam, że wraz z konsultacjami u pediatrów, powinno się mieć obowiązkowe konsultacje u lekarzy rehabilitacji. Mielismy takie i wierzcie mi lub nie, zmienia to pogląd na wiele tematów dotyczących rozwoju ruchowego dzieci. Nie chcę popadać w skrajnośc i pisać, że trzeba ograniczać dzieci we wszystkim bo coś sobie zrobią itp. Ale wilu rodziców nie wie np. jak ważne jest aby nie prowadzać, nie sadzać na siłe dzieci. Do tego nie zdają sobie sprawy, że w początkowym etapie ogromnie ważne jest, aby dziecko spędzało bardzo duzo czasu na brzuszku (z wielu wielu powodów), ale nie raz słyszałam tłumaczenia, że "moja nie lubi i nie będę jej tak kładła"...
    to wszystko bardzo trudny temat i ilu rodzicow, tyle poglądow...się rozpisałam;) przepraszam za błędy:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że podzielasz moje zdanie :) Też byliśmy u rehabilitantki dowiedzieć się paru rzeczy, bo naprawdę rodzice nie są świadomi pewnych spraw. Tak jest np. w przypadku trzymania pionowo noworodków na ramieniu, nie tak jak powinno być przewieszone troszkę tylko tak jak już nosi się dzieci podnoszące same główkę. Niby tylko pare prostych chwytów, a wiele można zmienić w przyszłej zdrowej postawie dziecka :)

      Usuń
    2. no dokładnie. Potem słyszę: my tak byliśmy noszeni, sadzani, prowadzani i nic nam nie jest... ale problemy z kręgosłupem nie biorą sie tylko od siedzenia przy komputerze. Ciągle słyszę, że rehabilitanci tak mówią, bo naciągają na rehabilitacje, bo to bo tamto. Niestety, ale często nie chce się przyjąć do wiadomości, czegoś z czym się nie ktoś nie zgadza... z tym jak ze wszystkim. Nie twierdze, ze ktoś szkodzi swojemu dziecku świadomie w ten sposób, ale przez jedynie przez niewiedzę (absolutnie nikogo nie chcę obrazić), ale sama żyłam w blogiej nieświadomości i sluchałam rad mamy i ciotek odnośnie sadzania w poduchach i tez tak sprobowałam.
      Gorąco polecam samą konsultację ze specjalistą, z pewnością nie zaszkodzi:)

      Usuń
    3. Dodam jeszcze od siebie 3 grosze ;)
      Wielu maluszkom na pewno aż tak nie zaszkodzi takie sadzanie. Tylko potem jak okaże się, że to właśnie nasze dziecko jest podatne na jakąś kontuzję to jest płacz. Ja tam wolę dmuchać na zimne. Jest mnóstwo innych bezpiecznych zabaw :)

      Usuń
    4. hehe, mogłabym dodać jeszcze kilka takich "3 groszy", bo to temat rzeka:) ale już poprzestanę na tym, tym bardziej, że syn właśnie drapie kluczami po ścianie:D

      Usuń
  6. Gratulacje chodzacego Maluszka :).
    Ja tez stanowczo powiedzialam, ze nigdy nie kupie mojemu dziecku chodzika! na cale szczescie moi najbizszi mnie w tym popieraja. Moj synek urodzil sie w 32 tygodniu ciazy i z racji tego wszystkie etapy (podnoszenie lowki, siadanie, raczkowanie) przychodza odrobine pozniej niz u dzieci z tego samego miesiaca co on. Jednak nie zmuszam go do siadania czy wstawania... Wiem, ze musze byc cierpliwa ;)

    OdpowiedzUsuń