Nie taki diabeł straszny...

23:48 TosiowaMama 11 Comments

Jak tylko usłyszałam, że musimy z Tośkiem iść do szpitala, załamałam się. Nie muszę chyba tłumaczyć jakie były moje pierwsze skojarzenia. Nic miłego, a w dodatku milion czarnych myśli. Moje małe biedactwo. Niezbyt dobry sposób na świętowanie roczku. Tyle planów...no ale zdrowie najważniejsze. Wszystko inne da się przełożyć.

Jak wspominałam, niezbyt kolorowo się przedstawiało. Zaraz się myśli o najgorszym w strachu o dziecko. Po pierwszym dniu zmieniłam zdanie. Dlaczego? Otóż to chyba jedyne miejsce, gdzie zrobią mu komplet badań. Od góry do dołu sprawdzili, co mu dolega i co wymaga leczenia. Koniec z nietrafionymi lekami.
To prawda, że trzeba się trochę namęczyć, ale warto. Z takich najbardziej uciążliwych rzeczy to 11h non stop pod kroplówką.
Małe dziecko jak to dziecko lubi sobie poszaleć. Nowe miejsce, mnóstwo interesujących rzeczy. Wkoło dzieci w różnym wieku. Tu warczy inhalator, tam buczy kroplówka. Wszystko by chciał zobaczyć z bliska, ale rurka od kroplówki ogranicza pole działania.
Z zaśnięciem było na początku ciężko, wszystko rozpraszało. Dziś o niebo lepiej. Przyzwyczaił się do dźwięków i obecności obcych. Dobrze znosi pobyt, chociaż czasami ciężko go utrzymać w jednym miejscu :)
Pielęgniarki sympatyczne nie licząc wyjątków trafiających się na każdej zmianie.


Nie taki diabeł straszny jak go malują. Cieszę się, że tu jesteśmy. Tośkowi dzięki szczegółowym badaniom wyszło coś, czego lekarz się w ogóle nie spodziewał, ponieważ nie dawało charakterystycznych objawów.
Teraz mały śpi w łóżeczku, a ja na kozetce obok, skrobię na telefonie post dla Was. 

Z góry przepraszam za formę, jakość zdjęć (z telefonu) i błędy. Poprawię jak tylko będę miała dostęp do komputera :)

 
Wracając do tematu, na kozetce nie śpi się jeszcze tak tragicznie. Tak, wbija mi się metalowa siatka w każdą część ciała, ale zmęczenie i przyzwyczajenie ciała do takiego ułożenia daje nocne ukojenie dla pleców po całym dniu siedzenia na drewnianym krześle.

 Mąż oczywiście o mnie dba, przynosi mi ubrania na zmianę i wałówkę, a w razie potrzeby zmienia żebym mogla wyjść wziąć prysznic (mieszkamy 5 min od szpitala).

Wyobrażałam sobie wszystko inaczej, gorzej. Teraz, jak już przeżyłam tu dobę jestem dobrej myśli. Mam nadzieję, ze Tosiek szybko wyzdrowieje i nie wrócimy tu już. Pomimo, ze dobrze nas traktują chcę się szybko pożegnać z tym miejscem.

Wspomnę jeszcze tylko o jedzeniu. Lepiej mieć swoje, bo raz przyniosą , za drugim razem nie. Trzeba się o to prosić, albo przygotować jedzenie na zapas samemu. My się zaopatrzyliśmy w słoiczki. Wygodnie i szybko.


To chyba wszystko.

Pozdrawiamy :)
 

11 komentarzy:

  1. Oj jak to dobrze, że widzisz pozytywy pobytu w takim miejscu. Ja się okropnie boję szpitali. Ale jak napisałaś - zdrowie najważniejsze. Życzę małemu dużo zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy😊 Też się bałam, ale jakoś pokonaliśmy lęki i zdrowiejemy raz dwa😊 Miesiąc męczarni w domu, a tu 3 dzień i niesamowita poprawa. Od razu się humor poprawia jak choroba znika 😊

      Usuń
  2. Niech malutki zdrowieje, ja nie znoszę szpitali, zresztą chyba nikt ich nie lubi, a takie maluszki to już wcale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrowiejemy, a Tosiek jest bardzo dzielny :) Szpitale są straszne, nie ma co ukrywać, ale czasami warto spędzić tu trochę czasu na badaniach. Przynajmniej tak było u nas w tym przypadku :)

      Usuń
  3. współczujemy, my z synkiem jak był malutki też się najeździliśmy...także wiem co przeżywasz... a w czwartek musimy jechać na badania na 3 dni - mam nadzieję że ostatni raz :) pozdrawiamy. Niech maluszek zdrowieje i wychodźcie szybko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy i życzymy żeby te 3 dni minęły szybko i lekko :)

      Usuń
  4. Oby pobyt dał wszystkie odpowiedzi!
    Ja nie wiem jak miałabym moje dziecko pełne energii utrzymać w miejscu :/

    Serdecznie pozdrawiam i życzę zdrowia!!

    P.S. Mój ulubiony serial to także Big Bang Theory! Oglądam w kółko i w kółko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, dziś już trochę marudził znudzony siedzeniem w miejscu, ale dajemy radę :)

      Usuń
  5. Współczuję. Na szczęście Tosiek jest na tyle mały, że nie będzie pamiętał. My spędziliśmy w szpitalu trzecie urodziny, a choć minęło pół roku, to na karetkę Młody reaguje: "jechałem z tobą karetką, pamiętasz?". Pamiętam. Wszystkie. On tylko ostatnią.

    Oby to był Wasz ostatni pobyt! Najważniejsze, że wiedzą co mu jest i że jest poprawa! Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, u nas mam nadzieję, że to jeden jedyny raz . No i rzeczywiście nie będzie nic pamiętał. Jutro spędzi tu swoje pierwsze urodziny, wiec jedynie ze zdjęcia może kiedyś zobaczy...

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń