Rodzicielstwo w Polsce?

19:16 TosiowaMama 2 Comments

Z jakiś miesiąc temu obiło mi się o uszy, że w Polsce jest niewielki wzrost liczby urodzeń, bo wieczni single w końcu decydują się na rodzicielstwo i suma sumarum razem z innymi wychodzi na plus. Jednak wczoraj natknęłam się na taki artykuł (KLIK), gdzie Nas straszą wyginięciem. Dosłownie.

"Nasz wskaźnik urodzeń to 1,3, wynosi on zatem jeszcze mniej niż w Korei Południowej i znacznie odbiega od przyjętego minimum, które gwarantuje społeczeństwu przetrwanie."
No właśnie. Skupmy się na tym przetrwaniu. Jak to jest w Naszym przypadku? A szczególnie młodych rodziców? Wszędzie słychać jak rząd zachęca do "robienia" dzieci. Tylko jak oni Nam w tym pomagają? Prawda jest taka, że normalny dzienny student nie może znaleźć pracy, ponieważ pomimo, że ma 25 lat oczekują od niego 5 lat doświadczenia. Wszyscy tak trąbią o tych studiach. Nauka jest ważna. Jak to nie idziesz na studia? Przecież każdy chodzi. No i chodzi, ale po co? Żeby nic mądrego się nie dowiedzieć, bo co tu ukrywać, społeczeństwo się strasznie stacza. Tylko jak taki student jak ja, posłucha się Państwa i mamy to dziecko, to jak Nam w tym pomaga? Masz becikowe i się ciesz. To nic, że w porównaniu do kosztów samych przygotowań do dziecka ten tysiąc to nic. Czyli mam studia, dziecko, to teraz do pracy? O nie, nie...Ma Pani małe dziecko? Yhm. No i już potencjalny szef widzi w głowie, że się zwalniam z pracy, bo dziecko chore, narozrabiało, kazali wcześniej odebrać. Praca z głowy. Ja nie pracuję, mąż musi Nas utrzymywać. Za co, jak pensje w Naszym kraju są tak śmieszne, że aż nie ma co o nich wspominać? Człowiek liczy każdy grosz, żeby do tego przysłowiowego 10-tego wystarczyło. Żadnych wakacji, odpoczynku. Idealne podłoże na depresję. Wtedy dochodzą kłótnie w domu, płacze w nocy, żyć nie umierać. Teraz jak taki student, sam samiuśki, bez pracy, na utrzymaniu rodziców ma myśleć o założeniu rodziny? Każdy chce zapewnić jakiś byt rodzinie. Mieć gdzie mieszkać, stałą pracę. Niestety tak pięknie nie ma. Kiedy już taki student się wybije, zrobi karierę, jakoś mu się uda, ma 30 lat. Skupiony na karierze nie ma czasu znaleźć żony. Jak zaczyna to wszystkie kobiety patrzą, że jak nikogo nie ma, to pewnie nie warto zawracać sobie nim głowy. W przypadku kobiety 30 lat to raczej ostatni dzwonek na pierwsze dziecko. Trzeba się śpieszyć.
Połowa zrezygnuje korzystając z życia, bo mają za co. 1/4 zdesperowana znajdzie pierwszego lepszego, byle tylko zostać matką. Tak powstają rodziny patologiczne. Pozostała 1/4 jakoś sobie poradzi, będzie szczęśliwa. Dom z ogródkiem, gromadka dzieci, wycieczki na koniec świata. Czyli mamy AŻ 25% na szczęśliwe życie. Zachęcające prawda? :) Róbcie dzieci. Dobrze, że ze Służbą Zdrowia jest kolorowo ;) Najśmieszniejsze jest to, że wspominają w artykule o rozwiązaniu, którym jest migracja. Tylko mamy mały problem, bo z Polski ludzie tylko uciekają. Polska taki piękny kraj. 




2 komentarze:

  1. ja i partner mamy prawie 30 lat . Ledwo wiążemy koniec z końcem. Pracę mam do końca roku a potem najprawdopodobniej bezrobocie. Dostaję 1200 na rękę, partner trochę więcej. Za to nie da się żyć, robimy opłaty, kupujemy benzynę ( ja bilet miesięczny bo na 2 auto nas nie stać) , ubieramy się w lumpeksach. Jedzenie kupujemy w Biedronce i niektóre rzeczy w Lidlu. Nie wyobrażam sobie jak poradzilibyśmy sobie finansowo mając dziecko? A mając jedną pensję to już kaplica
    To pierwszy powód.
    Drugi to polska służba zdrowia. Jakoś nie wyobrażam sobie rodzenia w jedynym szpitalu w mieście, gdzie panują nieludzkie warunki i traktują człowieka jak krowę. Gdybym wiedziała że dostanę znieczulenie nawet za 2 tyś zł to by łatwiej było się zdecydować. Niestety nie ma nawet za kasę. Średniowiecze. Najbliższy cywilizowany szpital to prawie 90 km i tez znieczulica i przypadki takie że włos na głowie się jeży.

    Oboje chcemy mieć dziecko ale ja sobie nie wyobrażam tego w tym kraju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że wkrótce sytuacja Wam się poprawi, ale masz rację. Chociaż w moim szpitalu przetrzymali mnie przy porodzie i zaczęły zanikać mi skurcze, co doprowadziło do cesarskiego cięcia to dało się przeżyć. Wiem, że są dużo gorsze warunki. Miałam to szczęście, że teściowa pracuje w tym szpitalu, więc miałam trochę milej "po znajomości". Ale jedna pielęgniarka swoją jędzowatością przebijała wszystko. Mnóstwo moich znajomych i kilka osób z rodziny wyjechało i są zadowoleni. Sama się nad tym zastanawiałam.

      Usuń