Człowiek uczy się każdego dnia

10:05 Tosiowa Mama 1 Comments

Ostatnio przydarzyła mi się niesamowita historia. Czasami, chodząc na spacery z wózkiem, zabieram ze sobą swojego młodszego 7-letniego brata. Tym razem jak zwykle wybraliśmy się do parku, gdzie znajduje się wielki i kolorowy plac zabaw. Ja wtedy siadam sobie na ławeczce, Bąbel śpi, a Młody lata po drabinkach. Mój braciszek jest bardzo kontaktowy i nie ma problemów z nawiązywaniem nowych znajomości. Zawsze najpierw wybada sytuację na placu zabaw, znajdzie potencjalnego kandydata na kolegę/koleżankę i zagaduje :) Tego dnia bawił się z młodszym chłopcem i nieco starszą dziewczynką. Ganiali się, wymyślali coraz to nowe zabawy. W końcu jak Synuś się obudził i zaczął marudzić zabrałam Młodego (niechętnie opuszczał ten raj dla dzieci) do domu. Wracaliśmy tak w ciszy i w końcu mi mówi "Wiesz co, ta dziewczynka, z którą się bawiłem była z innego kraju". Zaskoczona zapytałam czemu tak uważa. On patrzy na mnie ździwiony, że nie wiem i mówi "No bo mówiła w innym języku. Ale to mi nie przeszkadzało, bo na 'tak' albo 'nie' kiwała głową i jakoś się dogadywaliśmy. Nie musieliśmy normalnie rozmawiać". 



Moi drodzy, nie powiedziałam Wam wcześniej, że ta dziewczynka, o której mowa chorowała na Zespół Downa. To jednak w ogóle nie przeszkadzało mojemu bratu. Nawet nie pomyślał, żeby śmiać się z Jej choroby. Nie potrzebował trudnych słów żeby się z nią pobawić. Oboje biegali z uśmiechami na ustach. Zabawne było myślenie, że dziewczynka jest obcokrajowcem. No ale w sumie, dlaczego by nie patrzyć na to od tej strony? Ludzie w dzisiejszych czasach wyjeżdząją na wakacje, ścigając się, kto odwiedzi bardziej egzotyczny kraj. Bardzo często nie znają tamtejszego języka i jakoś potrafią się porozumieć. Dlaczego w przypadku chorób jest inaczej? Dzieci, a nawet dorośli często wyśmiewają i wytykają osoby dotknięte nieszczęściem. Przecież to nie ich wina. Wystarczy tylko spojrzeć oczami takiego 7-latka i znaleźć na to sposób, bo w większości przypadków na pewno się da. Dlaczego ludzie wyrastają z tych zalet? W końcu tak niewiele potrzeba, żeby na takiej smutnej twarzy zagościł uśmiech.

1 komentarz:

  1. Tu chyba wszystko zależy od pokłady empatii w dużym człowieku, bo mały człowiek często patrzy "sercem".
    Bardzo dobry post dający do myślenia!

    OdpowiedzUsuń